Zadra w sercu Świątek. “Jeśli wygra, to będzie góry przenosić”
Iga Świątek wygrała po dramatycznym meczu z Marie Bouzkovą i awansowała do US Open, gdzie zagra z Qinwen Zheng. Dwa lata temu Chinka stanęła jej na drodze po olimpijskie złoto. Wszystko się wtedy posypało. – Była to porażka, potem rozstanie z Wiktorowskim, wreszcie sprawa dopingowa i turbulencje na korcie. Na pewno została zadra w sercu. Dlatego, jeśli teraz Iga wygra z Chinką, to będzie mogła góry przenosić. Jak mam być jednak szczery, to po wygranej Świątek z Bouzkovą nie jestem zachwycony – mówi w rozmowie z Interią tenisowy ekspert Tomasz Wolfke.
Iga Świątek wygrała w dwóch setach z Czeszką Marią Bouzkovą 7:6 (7:3), 7:6 (7:3), a mecz był dramatyczny i ewidentnie podzielił opinię publiczną. – Iga wygrała kluczowe momenty spotkania, te big pointsy – mówi nam tenisowy ekspert Tomasz Wolfke. – To był też taki mecz, po którym jedni powiedzą, że szklanka jest do połowy pełna, a drudzy, że do połowy pusta.
Minusy w grze Igi Świątek. “To nie jest atrakcyjny tenis”
Zacznijmy od minusów. – Iga niestety zagrała tak, jak zwykle – przyznaje Wolfke i od razu wyjaśnia, o co mu chodzi. – Grała monotonnie, jeśli chodzi o siłę wkładaną w uderzenie. Jak oglądałem ją w Toronto, to tam było tak, że ujmował z siły na rzecz precyzji. Tu była niemal wyłącznie siła.
Iga wygrała, więc wszystko się zgadza, ale mnie to nie porywa. Nie jest to dla mnie atrakcyjny tenis i absolutnie się z tym nie kryję. To jest taka moja konstruktywna krytyka tego, co widziałem na korcie. Po prostu wersja z Toronto podobała mi się bardziej, co nie znaczy, że ta z US Open jest nieskuteczna. W końcu efekt jest taki, że Bouzkova została pokonana.
Od tego zaczęły się wszystkie kłopoty Świątek
I tu przechodzimy do plusów, których jest zdecydowanie więcej. I jest to bardzo ważne w kontekście najbliższego meczu z Qinwen Zheng, ale o tym później. – O wygraniu kluczowych momentów już sobie powiedzieliśmy – komentuje Wolfke. – Do tego można spokojnie dorzucić, że to zwycięstwo, w takich okolicznościach, podbudowało Igę. Wytrzymała psychicznie te wszystkie trudne chwile i dalej jest bez przegranego seta na tym turnieju. A to wszystko w sytuacji, gdy rywalka wzniosła się na wyżyny. Czeszka zdecydowanie dała z siebie wszystko.
I dobrze, że Świątek potrafiła wygrać taki mecz, w którym rywalka położyła na szali wszystko, co najlepsze, bo teraz przed Polką szczególne spotkanie. Od porażki z Qinwen Zheng w półfinale igrzysk w Paryżu zaczęły się kłopoty Świątek. – Była to porażka, potem rozstanie z trenerem Tomkiem Wiktorowskim, wreszcie sprawa dopingowa i turbulencje na korcie. Na pewno została zadra w sercu. Dlatego, jeśli teraz Iga wygra z Chinką, to będzie mogła góry przenosić – ocenia Wolfke.
Łzy i rozczarowanie “królowej Paryża”
Tamto wspomniane spotkanie z Chinką było zdecydowanie punktem zwrotnym w karierze Igi. Dwa miesiące wcześniej na tych samych kortach robiła, co chciała, wygrywając Roland Garros 2024. W finale gładko rozprawiła się z Jasmine Paolini, a wcześniej z Coco Gauff. – To liderowanie Igi na światowych kortach musiało się prędzej, czy później skończyć. Mecz z Chinką przeżyła jednak bardzo, bo chciała olimpijskiego złota. Liczyła na nie, grając w swoim mateczniku, bo na kortach w Paryżu przegrywała przecież bardzo rzadko. Były więc łzy i rozczarowanie. A teraz może być bardzo duży zastrzyk motywacyjny – zauważa nasz rozmówca.
Po tamtym meczu na igrzyskach Świątek już raz zagrała z Zheng i pokonała Chinkę. Ta zresztą jest już w zupełnie innym miejscu niż dwa lata temu. Wypadła poza setkę rankingu. – W 2024 Chinka eksplodowała, zagrała w Masters, a potem się posypała. Natomiast Iga wtedy była w wielkiej czwórce, gdzie według mnie są też Rybakina, Sabalenka, Gauff, i teraz w zasadzie też w niej jest. A na pewno jest bardzo blisko – podsumowuje Wolfke.
